Aktualności
ŚWIĘTO PATRONA SZKOŁY PODSTAWOWEJ IM. LECHA BĄDKOWSKIEGO W LUZINIE
Luzino, 24.05.2011
24 maja jest dniem szczególnym w historii naszej szkoły. Tego dnia 20 lat temu szkoła otrzymała imię Lecha Bądkowskiego. Przyjęcie imienia Lecha Bądkowskiego przez naszą szkołę bardzo wiele zmieniło w jej działalności. Życie, twórczość, postawa oraz dokonania naszego Patrona zaczęły wpływać na funkcjonowanie naszej placówki oraz jej wizerunek.
W planach zajęć pojawiły się lekcje o Lechu Bądkowskim. Zaczęliśmy gromadzić pamiątki, książki jego autorstwa. W każdej klasie uczniowie pod opieką nauczycieli przygotowywali gazetki oraz plakaty o patronie. Na każdy rok zaplanowano konkursy o Bądkowskim. Co roku zaczęliśmy obchodzić Święto Patrona Szkoły. W ciągu 20 lat zmieniła się też sama szkoła. Została znacznie rozbudowana, pojawiły się nowoczesne boiska i plac zabaw. Wiele środków przeznaczono na nowoczesne wyposażenie.
Dzięki poprawie bazy lokalowej możliwe było podjęcie kolejnych działań. Otworzyliśmy izbę patrona szkoły. Następnie opracowaliśmy specjalny projekt edukacyjny ratowania pamiątek i śladów przeszłości w naszej miejscowości. Ze zgromadzonych eksponatów najpierw udało się nam stworzyć izbę regionalną, następnie pozyskać dodatkowe pomieszczenia i utworzyć prawdziwe przyszkolne muzeum.
Powołaliśmy do życia szkolny zespół regionalny „Luzińskie Dzwoneczki”. Kolejnym krokiem była organizacja Pomorskiego Festiwalu Piosenki Kaszubskiej „Kaszëbsczé Spiéwë”. W najbliższą niedzielę odbędzie się jego XI edycja. Uruchomiliśmy lekcje języka kaszubskiego. Zaczęliśmy zwracać dużą uwagę na nauczanie języków obcych. Realizować międzynarodowe projekty edukacyjne.
Szkoła i nauczyciele mocno angażują się w życie społeczności lokalnej.
Tym Działaniom przyświeca misja naszej szkoły „Z tradycyjnymi kaszubskimi wartościami do nowoczesnego życia w Europie.”
Realizując tę misję poznajemy naszą historię i kulturę, dbamy o jej rozwój, nie zapominając jednocześnie o teraźniejszości i wyzwaniach czekających naszych uczniów w przyszłości. Pragniemy, aby każdy uczeń kochał swoją małą i wielką ojczyznę oraz był dobrze przygotowany do życia w nowoczesnej Europie i świecie.
We wszystkich tych działaniach możemy odnaleźć ślady inspiracji zaczerpniętych z życia i dokonań naszego patrona.
Możemy śmiało stwierdzić Lech Bądkowski zmienił naszą szkołę. To w dużej mierze dzięki niemu jesteśmy szkołą z charakterem i mamy niewyczerpane źródło pomysłów do pracy.
Za realizacją tych wszystkimi pomysłów stoją ludzie, wielu ludzi. Z okazji naszego święta dziękuję im wszystkim: władzom gminy, nauczycielom, rodzicom, uczniom, bez Was nie byłoby możliwe dokonanie i kontynuowanie tego wszystkiego czym w tej szkole się na co dzień się zajmujemy. Dziękuję bardzo.
Dariusz Rompca
W sprawie Ziemi i Morza...
Gdańsk 21.02.2011 r.
Na początku tego roku nawiązała ze mną kontakt pani Magdalena Boniecka-Budzynowska obecnie mieszkająca w Australii, córka Marii Bonieckiej, redaktorki naczelnej szczecińskiego tygodnika „Ziemia i Morze” w latach 1956-1957.
Z zapisów w Wikipedii, ze strony internetowej poświęconej Marii Bonieckiej przygotowanej przez jej córkę można dowiedzieć się więcej na temat Marii Bonieckiej i szykanowaniu jej przez ówczesne władze PRL. Była dziennikarką, publicystką i pisarką.
Od Magdaleny Budzynowskiej dowiedziałam się, że Maria Boniecka współpracowała z Ojcem, a Ojciec był jej zastępcą w redakcji Ziemia i Morze. Od Magdaleny Budzynowskiej otrzymałam dokument, który zamieściła na stronie poświęconej swoje Matce, a dotyczący krytyki, jakiej poddali Ojca jego koledzy z redakcji „Ziemia i Morze” – protokół z zebrania kolegium i zespołu redakcyjnego „Ziemi i Morza” w dniach 7 i 8 grudnia 1956 roku.
Za zgodą Magdaleny Budzynowskiej udostępniam ten unikatowy dokument na naszej stronie poświęconej Ojcu. Myślę, że dopełni on obraz tamtych czasów i postawy Ojca.
Protokół
Zachęcam też do zajrzenia na stronę internetową poświęconą Marii Bonieckiej:
http://mab.budzynowski.info/polski/strona_glowna
Sławina Kosmulska
List otwarty Sławiny Kosmulskiej do Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Gdańsk 02.05.2009 r.
Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
w Gdańsku
Szanowni Państwo,
Zabranie głosu na temat misji Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w najbliższej przyszłości uważam za swój obowiązek. Obowiązek wynikający z poczucia odpowiedzialności płynącego stąd, że Lech Bądkowski, współzałożyciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, był moim Ojcem, a i ja sama przez wiele lat byłam członkiem ZKP oraz prezesem Pomoranii.
Od pewnego czasu śledzę różne głosy na ten temat i czuję się ogromnie zaniepokojona, że wysiłek dwóch pokoleń ludzi związanych blisko z ideą ruchu pomorskiego może pójść na marne, ponieważ odnoszę wrażenie iż próbuje się dokonać w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim powrotu do formuły organizacji tylko kaszubskiej.
Myślą polityczną Lecha Bądkowskiego formułowaną już w 1944 roku w słynnym eseju „Pomorska myśl polityczna” było scalenie Pomorza w jeden duży organizm i oparcie państwa Polskiego o Bałtyk właśnie z udziałem całego Pomorza. Pomorze to jest widziane przez Bądkowskiego następująco: Pomorze jest jedno, niepodzielne, ciągnie się od Strzałowa po Elbląg, od Bałtyku po Drwęcę , Wisłę, Noteć, Wartę, Odrę i Zaodrze- oraz stanowi całość etniczną, historyczną, gospodarczą i administracyjną.
W swoim kolejnym szkicu napisanym w 1968 roku „Kaszubsko-Pomorskie drogi” Lech Bądkowski przedstawia historię ruchu kaszubsko-pomorskiego i w kontekście połączenia się Zrzeszenia Kaszubskiego ze Zrzeszeniem Kociewskim w 1964 roku wypowiada następujące słowa: To przekształcenie, które spowodowało odpowiednie zmiany poszerzające w statucie, stanowiło doniosły krok w dziejach współczesnego regionalizmu kaszubsko-pomorskiego, stawiając go mocno na gruncie tak zwanego zapisu Mestwina, nawiązywało do linii programowej „mestwinowców” rozwijając ją w aktualnych warunkach.
Wiele innych słów wypowiedział i napisał Lech Bądkowski przy innych okazjach i zawsze twierdził to samo: Pomorze – to nie tylko Kaszuby- to także Kociewie, to także Toruń, Elbąg i Szczecin.
Pamiętam jak bardzo zabiegał, żeby odrodził się oddział Zrzeszenia w Słupsku i Toruniu. Te zabiegi obserwowała z niepokojem Służba Bezpieczeństwa, co mogłam przeczytać w aktach dotyczących inwigilacji Ojca udostępnionych mi przez IPN. Każdy kto kontaktował się z Ojcem w tamtym czasie w sprawach ZKP był obiektem zainteresowania bezpieki. To świadczyło o tym, że idea ta była z jednej strony uważana przez ówczesne władze za niebezpieczną, a z drugiej strony świadczyło o tym, jak jest ona istotną dla ruchu pomorskiego.
Działania Ojca i innych członków ZKP w latach 60-80 polegały na tym, żeby połączyć wysiłki w stworzeniu silnego ruchu pomorskiego.
Dlatego nie mogę nie zabrać głosu dzisiaj, kiedy Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego zamierza ograniczyć ruch pomorski do ruchu wyłącznie kaszubskiego. Nie zgadzam się na to zarówno jako córka Lecha Bądkowskiego jak i osoba czynnie zaangażowana w życie obywatelskie na Pomorzu.
Takie działanie jest sprzeczne z podstawowymi celami Zrzeszenia nadawanymi mu przez jego wieloletnią historię. To działanie spowoduje osłabienie samego Zrzeszenia, jego podzielenie i skłócenie społeczności mieszkających na terenie całego historycznego Pomorza.
Nie wiem jakie cele przyświecają takiemu działaniu i czy jego konsekwencje są możliwe do przewidzenia. Uważam, że w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim musi być miejsce zarówno dla Kaszubów jak i dla Kociewiaków, mieszkańców Żuław i wszystkich, którzy czują się Pomorzanami, a w organie Zarządu Głównego, jakim jest pismo „Pomerania” powinny być poruszane sprawy dotyczące wszystkich grup na Pomorzu. Kaszubi są niewątpliwie najliczniejszą i najsilniejszą grupą społeczności pomorskiej i mogą i mają obowiązek odgrywać wiodącą w niej rolę, ale nie mogą tym samym odgradzać się i zamykać na problemy i osiągnięcia innych grup społecznych Pomorza.
Z poważaniem
Sławina Kosmulska
W sprawie listu Sławiny Kosmulskiej
22.05.2009
Dziwi mnie ogromnie, ze list Sławiny Kosmulskiej dotykający zasadniczych spraw Pomorza został przez wiele osób odebrany jako doraźna akcja w obronie redaktor „Pomeranii”, gdy tymczasem list wyraża przede wszystkim troskę o kształt ZK-P i kierunek działań jego władz.
Wiele już zostało powiedziane i o Pomorzu i o Kaszubach, a także o licznych ( mam nadzieję, że autentycznych, a nie tylko służących kreowaniu pozytywnego wizerunku) poczynaniach władz ZK- P na rzecz innych niż Kaszubi grup etnicznych. Swoją drogą już samo to rozróżnianie wskazuje na istotne podziały w łonie ZK-P.
Z sentymentem wspominam okres, kiedy należałam do Zrzeszenia, choć korzenie mojej rodziny, jak zresztą wielu obecnych mieszkańców Pomorza, sięgają wschodnich kresów II RP. ZK-P działało wówczas na rzecz społeczności tej ziemi, było fenomenem na skalę ogólnopolską ( więcej, na skalę tzw. krajów demokracji ludowej), było organizacją w dużej mierze niezależną od ówczesnych władz partyjnych i rządowych. Oczywiście, oparcie znalazło przede wszystkim wśród ludności kaszubskiej, ale przecież i ją trzeba było rozbudzić, zachęcić do działania. Każdy przejaw odrębności; kulturowej, cywilizacyjnej, językowej był wtedy władzy niewygodny, ale to właśnie Zrzeszenie nadawało tym odrębnościom rangę wydarzeń.
Dziś, kiedy regionalizm jest w modzie i jest wspierany przez Unię Europejską, ZK-P ma tym większe szanse działania na rzecz społeczności Pomorza, bo teraz już nie chodzi tylko o podkreślanie i wspieranie odrębności kulturowej ( czemu nikt nie przeszkadza) a o działanie na rzecz budowania społeczności ludzi, którzy będą się czuli odpowiedzialnymi gospodarzami i obywatelami swojej ziemi.
O to właśnie zabiegał „anachroniczny” ideolog, Lech Bądkowski i tego żadną miarą nie można zmarnować teoriami o „historycznym” tylko walorze jego teorii. Przeciwnie, jego teorie są dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek, bo można je wcielać w życie. Dziś jest czas budowania prawdziwej samorządności lokalnych społeczności, niczym nie skrępowanego wyłaniania lokalnych polityków. Od tego będzie zależała jakość życia mieszkańców Pomorza ( i Kaszubów i nie- Kaszubów) we wszystkich jego przejawach.
Warto przy okazji zauważyć, ze niemal wszyscy pochodzący z Pomorza, a piastujący dziś ważne funkcje państwowe, samorządowe, a także liczący się w środowiskach naukowych wyszli niejako „spod ręki” Bądkowskiego, że wymienię tylko np. Donalda Tuska, Józefa Borzyszkowskiego ( z pochodzenia Kaszubów) ale przecież i Aleksandra Halla i nawet Bogdana Borusewicza (wcale nie-Kaszubów). Bogdanowi Borusewiczowi w czasach jego rewolucyjnego działania Bądkowski ze swoją wyważoną długomyślnością też wydawał się nieco anachroniczny, dziś natomiast dostrzega wagę jego dokonań i wartość teorii, dla których nadszedł czas realizacji. Marszałek Senatu RP w sprawach samorządowych, obywatelskich przemawia niemal słowami Bądkowskiego.
Dlaczego więc obecni czołowi działacze ZK-P starają się pomniejszyć znaczenie twórcy swojej organizacji? Czy to znana psychologii trudność zmierzenia się z wielkością poprzedników? Swoją drogą warto się zastanowić, dlaczego córka Lecha Bądkowskiego, Sławina Kosmulska, w swoim czasie bardzo zaangażowana w działalność Zrzeszenia i nadal angażująca się w żywotne sprawy Kaszubów i, właśnie szerzej, Pomorzan, znalazła się poza nim.
Chcę przy tym przytoczyć moje doświadczenie związane z realizacją filmu dokumentalnego o Lechu Bądkowskim, uwzględniającego w dużej mierze rolę Kaszubów i samego ZK-P w ówczesnym krajobrazie politycznym Polski. Liczyłam na wsparcie Zrzeszenia i to wcale nie finansowe, ale tzw. logistyczne, np. pomoc w dotarciu do samorządów gmin zarządzanych przez zrzeszeńców. Nie umiem zrozumieć, dlaczego nie udało mi się go, mimo zabiegów, uzyskać. Oczywiście, znaleźli się na Pomorzu samorządowcy którzy wsparli realizację filmu i chwała im za to
Niektórzy działacze ZP-P przytaczają przykłady zaangażowania obecnych władz w działania na rzecz Kociewia, Żuław, etc. i twierdzą, że nikła reprezentacja środowisk niekaszubskich w organizacji to wina marazmu tychże społeczności. Być może tak jest, ale właśnie do władz Zrzeszenia powinno należeć ich ożywienie,
Zawsze zresztą pozostaje kwestia atmosfery sprzyjającej zaangażowaniu „tych innych”. Wspomniałam, że należałam do ZK-P. Byłam zapraszana na liczne konferencje, spotkania, wydarzenia społeczne i kulturalne. Starałam się coś wnosić także moją „niekaszubską” obecnością, tyle, że od paru lat już nie mam okazji , bo zaproszenia przestały docierać. Pojawił się więc problem pewnego zamykania się.
Oczywiście, w podkreślaniu odrębności Kaszubów nie ma niczego złego, tyle, że ustawianie ich w jednym szeregu z przedstawicielami mniejszości narodowych w Polsce, mających „z klucza” zapewnioną reprezentację parlamentarną budzi podejrzenie, że niektórym działaczom ZK-P właśnie o ten klucz chodzi. A czy wymienieni wyżej politycy uzyskali społeczne poparcie z klucza? Czy nie lepiej budować swoją polityczną karierę działając na rzecz lokalnej społeczności według klucza wskazanego przez Bądkowskiego?
Mam nadzieję, że list Sławiny Kosmulskiej poruszy środowisko zrzeszeńców; i obecnych i także, być może, byłych, a w konsekwencji służyć będzie myśleniu o naszej wspólnej przyszłości.
I na koniec, mała dygresja. Służba Bezpieczeństwa PRL nadała inwigilowanemu przez dziesięciolecia Bądkowskiemu kryptonim „Inspirator”, jakże adekwatny do jego wszechstronnych działań. Dziś pozostaje życzyć każdemu regionowi , a także Polsce, takich „anachronicznych inspiratorów”.
Maria Mrozińska
producent filmu dokumentalnego
„Kryptonim Inspirator”